- Dyscyplina: Koszykówka
- Rodzaj zakładu: handicap punktowy
- Typ: Knicks +8.5
- Kurs: 1.66
- Stawka: 4/10
- Data rozpoczęcia: 20.04.2011 01:00
- Bukmacher: Bet365
Trochę poźno, ale jednak zabiorę się za opisywanie drugiego meczu pomiędzy Celtics a Knicks. Ładnie zaczęła się nam ta seria bowiem w pierwszym spotkaniu podopieczni Mike'a D'Antoniego byli bardzo bliscy sprawienia niespodzianki i wygrania meczu w TD Garden. Od razu, gwoli przejrzystości, wyznam, iż jestem sympatykiem (nie mylić z kibicem) ekipy Doca Riversa i obejrzałem w całości pierwsze starcie z Knicks tak jak zamierzam oglądać je dzisiaj. Niestety potwierdzają się jak na razie najgorsze obawy kibiców Celtics choć zwycięstwo odniesione w końcówce może podbudować Celtics i poprowadzić ich w bój ostatni. Tryumf w pierwszym meczu to zasługa z jednej strony Raya Allena, ale także świetnego rozpisania dwóch ostatnich akcji przez Doca Riversa. Niektórzy zapewne zechcą tu wspomnieć o pomyłce sędziowskiej (dla mnie też offence Melo to bardzo kontrowersyjna decyzja sędziów), ale ja chciałbym się raczej skupić na koszykówce. Celtics nie mają siły w pomalowanym, bo na razie sam Jermaine nie wystarczy. O występach Krsticia nie chcę się wypowiadać by nie używać słów nieparlamentarnych (choć w naszym kraju to stwierdzenie także nie oddaje istoty rzeczy), warto jednak zwrócić uwagę na jeden element, który nie był jeszcze wspominany: na razie w ekipie Celtics nie objawił się żaden zawodnik z ławki, który mógłby być liderem spotkania, taki na miarę Robinsona czy Glena Davisa z serii z Lakers, a przecież na ławce takich potencjalnych cichych bohaterów jest co najmniej kilku: Delonte, Green czy też Davis. Sam Big Baby na razie też nie gra zbyt dobrze.
Omawiając grę Knicks w pierwszym spotkaniu trzeba powiedzieć o dwóch rzeczach. Po pierwsze o ile Stoudemire w obronie nie powstrzyma za bardzo Garnetta jeśli ten będzie grał na swoim normalnym poziomie o tyle Celtics również mają z nim wielkie problemy w defensywie i to się raczej nie zmieni. Odcinanie Stata od podań lub też wyfaulowanie to jedyne sposoby na poradzenie sobie z nowojorskim monstrum, a Celtics nie mają do tego podkoszowego "mięsa". Lepiej idzie im z Melo, co pokazał pierwszy mecz kiedy to lider Knicks musiał odpocząć na ławce po dwóch faulach już na początku meczu. Tu brylują Pierce i Green, nie sądzę jednak by zdołali oni powstrzymać Melo w każdym meczu tej serii. Billups dziś nie zagra co z jednej strony jest dobrą wiadomością dla Celtics, z drugiej zaś zdecydowanie nie. Brak Big Shota oznacza więcej minut dla szalonego Toneya Douglasa, który już w pierwszym meczu pokazał, że potrafi grać na poziomie, a także dla zawodnika w niektórych kręgach nazywanego Orczym Księciem- Billa Walkera, który ma swoje porachunki z klubem z Bostonu. Oczywiście słabością Knicks są pozycje 2 i 5, z jednej strony słabą serię meczów już od dawna zalicza rookie Landry Fields, a z drugiej strony mamy dzikiego Turiafa, który w ofensywie bywa kompletnie bezproduktywny, ale blokiem poczęstować potrafi. Nie wspomniałem jeszcze jednak o drugim elemencie w grze Knicks: Nowojorczycy zaczęli bronić! Brzmi to jak kolejne doniesienia o złagodnieniu pierwszego prezesa Rzeczpospolitej, ale potwierdzają to fachowcy, a nie tylko amator piszący te słowa. I choć jak wspomniałem wcześniej sympatyzuję z Celtics i życzę im Mistrzostwa NBA, a z drugiej strony spośród Knicksów lubię tylko Spike'a Lee jak na razie Celtics nie wyglądają jak contender, a ponieważ dawno nie udało im się wygrać wysoko z kimś solidnym stawiam, że wesoła brygada Mike'a "No D" D'Antoniego sprawi im mnóstwo kłopotów w drugim meczu.





