- Dyscyplina: Tenis
- Rodzaj zakładu: 12
- Typ: 1
- Kurs: 1.75
- Stawka: 1/10
- Data rozpoczęcia: 28.01.2012 09:00
- Bukmacher: MyBet
W dniu jutrzejszym dojdzie do australijskiego finału zmagań z cyklu "Bitwa na Głosy". W wersji australijskiej, będzie to dokładnie "bitwa na jęki i inne jękopodobne dźwięki". Przynam szczerze, że w tym turnieju bardziej przekonywały mnie jęki Victorii Azarenki anizeli Marii Szarapowej. Myślę, że wyjątkowo jękoczuła Agnieszka Radwańska, o której ostatnio pierwszy raz usłyszała Maria Szarapowa i która raczej nie obejrzy jęczącego finału, zapewne potwierdziłaby, że na tym turnieju bardziej efektywna jest gra, a także i jęki" Viki "Azajęki". Gdy bowiem Białorusinka złapała swój wiatr w żaglach, Polki w zasadzie nie było już na korcie w meczu z Białorusinką.
Azarenka w pierwszych czterech meczach straciła tylko 12 gemów, czyli średnio 3 na mecz. Trochę więcej straciła z Radwańską i Clijsters, ale rywalki miała naprawdę będące w świetnej formie. Mecz ze świetną Belgijką był przy tym też kontrolowany. Po odpuszczeniu pierwszego seta Viki z impetem zaczęła trzeci. I gdy Clijsters była już na łopatkach, w głowie Białorusinki zaczęło się chyba pojękiwanie: "Huuuuł! Już jestem w finale! Huuuuł! Finale Wielkiego Szlema! Huuuuł! Pokonałam wielką Clijsters! Huuuuł! Teraz wygram z Kvitovą! Huuuuł! Albo Szarapową! Huuuuł! O Huuuuł! Odłamała mnie!!!"" czy coś w tym stylu. Szarapowa jak wiadomo ma słabszą głowę od Azarenki, która w przeciwieństwie do Rosjanki poza chwilowymi odchyłami gra swoje przez długi czas, a Maria tylko momentami, ale fakt, że często też w tych najważniejszych momentach. Nie da się też ukryć, że Szarapowa podczas całych zawodów grała słabiej; musiała porządnie wyjęczeć zwycięstwa nad Lisicki i Kvitovą, która na Australian była bardzo daleka od optymalnej formy. Dlatego sądzę, że jutro publiczność bedzie jęczeć z zachwytu po zwycięstwie Białorusinki, która nawet z Kim nie jęczała tak naprawdę za mocno.





